Amerykański misjonarz oświadczył, że stracił 400 tys. dolarów i dom na projekty charytatywne w Kijowie w wyniku oszustwa
Amerykański misjonarz i filantrop Kim Kio Jok, który od ponad 30 lat pracuje na Ukrainie, oświadczył, że doszło do prawdopodobnego oszustwa przy zakupie domu w Kijowie na potrzeby działalności fundacji charytatywnej i kościoła „Blahodat”, w wyniku czego organizacja utraciła możliwość pełnego udzielania pomocy osobom wewnętrznie przesiedlonym, emerytom i innym wrażliwym grupom ludności. Jak poinformował podczas konferencji prasowej w agencji

Amerykański misjonarz i filantrop Kim Kio Jok, który od ponad 30 lat pracuje na Ukrainie, oświadczył, że doszło do prawdopodobnego oszustwa przy zakupie domu w Kijowie na potrzeby działalności fundacji charytatywnej i kościoła „Blahodat”, w wyniku czego organizacja utraciła możliwość pełnego udzielania pomocy osobom wewnętrznie przesiedlonym, emerytom i innym wrażliwym grupom ludności.
Jak poinformował podczas konferencji prasowej w agencji „Interfax-Ukraina” partner zarządzający kancelarii Revealing Information Ołeksandr Keer, w 2022 roku Kim Kio Jok umówił się na zakup budynku w darnickim rejonie Kijowa, jednak zamiast umowy sprzedaży zawarto umowę o zamiarze zawarcia takiej umowy. Według prawnika w chwili zawarcia transakcji nieruchomość była obciążona zastawem z powodu długów rodziny poprzedniego właściciela, a płatność początkowa wyniosła $30 tys.
![]()
„W 2022 roku przekazano $30 tys. jako zadatek i potwierdzenie realności zamiaru nabycia tej nieruchomości. Od 2022 roku do dziś suma otrzymanych środków wzrosła z $30 tys. do $400 tys., faktycznie zawarto 21 umów o przesunięciu terminów zawarcia umowy sprzedaży. Dwa ostatnie aneksy zawierano już wtedy, gdy strona nie miała nawet możliwości sprzedaży nieruchomości, ponieważ jej nie posiadała”, – oświadczył Keer w środę na konferencji prasowej w agencji „Interfax-Ukraina”.
Jak mówi, z powodu niespłaconych wcześniejszych zobowiązań osoby, która miała sprzedać dom, prawo własności nieruchomości przeszło na wierzycieli, więc wykonanie pierwotnych ustaleń stało się niemożliwe. Jednocześnie, jak twierdzi adwokat, Kim Kio Jok faktycznie przekazał niemal całą uzgodnioną wartość obiektu, ale nie otrzymał go na własność.
Keer poinformował, że po zgłoszeniu się filantropa prawnicy najpierw próbowali uregulować sytuację w drodze negocjacji i mediacji, jednak nie udało się dojść do porozumienia z drugą stroną. Następnie przygotowano zawiadomienia do policji i prokuratury oraz pozwy cywilne dotyczące spornych umów i zwrotu środków.
„Gdy pan Kim zwrócił się do nas, pierwsze, co zaproponowaliśmy, – to przeprowadzenie negocjacji i mediacji, aby wyjaśnić okoliczności i spróbować osiągnąć porozumienie. Na wielokrotne próby zorganizowania takiego spotkania odpowiadano nam, że nie ma ku temu podstaw ani celu. Potem przygotowaliśmy zawiadomienia do policji i prokuratury oraz pozwy cywilne o zwrot środków”, – dodał.
Keer zaznaczył, że według oceny strony poszkodowanej sprawa ma perspektywy sądowe, ponieważ przekazanie środków i zmiany ustaleń były udokumentowane podpisanymi umowami. Poinformował też, że filantrop przez pewien czas faktycznie użytkował budynek, zainwestował środki w jego ulepszenie i zakupił wyposażenie, jednak teraz, według jego przedstawicieli, nie ma dostępu do tej nieruchomości.
Zwrócił uwagę, że prokuratura darnickiego rejonu wszczęła postępowanie karne i trwa śledztwo przygotowawcze. Prawnik pozytywnie ocenił także szybką reakcję sądu na wnioski przedstawicieli strony poszkodowanej, zaznaczył jednak, że od maja sprawa nie zakończyła się jeszcze przedstawieniem zarzutów ani skierowaniem aktu oskarżenia do sądu.
Ze swojej strony Kim Kio Jok poinformował, że przyjechał na Ukrainę z Kalifornii 33 lata temu i przez ten czas zajmował się projektami religijnymi, edukacyjnymi i charytatywnymi. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny wraz z podobnie myślącymi pomagał ludziom, których mieszkania zostały uszkodzone, przekazywał paczki żywnościowe i drewno opałowe, a także zorganizował w Kijowie bezpłatne wyżywienie dla osób wewnętrznie przesiedlonych.
„Pomagaliśmy Ukraińcom, którzy bardzo ucierpieli podczas wojny na pełną skalę: znajdowaliśmy uszkodzone domy, pomagaliśmy je odbudowywać, zaopatrywaliśmy ludzi w paczki żywnościowe i drewno opałowe, aby mogli przetrwać zimę. W budynku w dzielnicy Darnyckiej karmiliśmy gorącymi obiadami od 150 do 200 osób wewnętrznie przesiedlonych. Z powodu tej sytuacji w ostatnich miesiącach ludzie nie mogą otrzymywać pomocy, którą udzielaliśmy wcześniej”, opowiedział Kim Kio Yok.
Kim Kio Yok (Kim Kio Yok), amerykański misjonarz i filantrop, poszkodowany w postępowaniu karnym
Misjonarz poinformował, że jako obywatel USA zwrócił się z oficjalnym pismem do ambasady USA na Ukrainie i do amerykańskiego konsula.
Zwróciliśmy się z oficjalnym pismem do ambasady USA. Zareagowała ona i przejawia zainteresowanie tą sprawą, ponieważ jestem obywatelem USA. Zwróciłem się też do konsula USA z prośbą o pomoc w tej sytuacji”, poinformował Kim Kio Yok.
Według niego osoby, które wcześniej regularnie otrzymywały pomoc, nadal dzwonią do przedstawicieli organizacji i pytają, kiedy zostaną wznowione bezpłatne obiady i inne programy. Misjonarz podkreślił, że zamierza pozostać na Ukrainie i kontynuować działalność charytatywną.
Kim Kio Yok zaznaczył, że organizacja działa nie tylko w Kijowie: w ciągu 33 lat jej działalności powstały ośrodki w różnych miastach Ukrainy, w tym programy rehabilitacyjne dla osób uzależnionych od narkotyków i alkoholu. Działa także gimnazjum “Blahodat” z przedszkolem i nauką do 11 klasy, a zakupiony w Kijowie budynek planowano wykorzystać między innymi na projekty edukacyjne.
„Mam teraz 75 lat i chcę nawet w czasie wojny pomagać Ukraińcom i służyć im z miłością. Zwracamy się do organów ścigania, policji i prokuratury: pomóżcie nam, abyśmy mogli znów pracować na terytorium Ukrainy. Poświęciliśmy nasze życie służbie Ukrainie i narodowi ukraińskiemu”, powiedział.
Ze swojej strony wolontariuszka fundacji charytatywnej Wiktoria Chlebnikowa zaznaczyła, że skutki konfliktu wokół budynku dotyczą nie tylko samej fundacji, ponieważ w pomieszczeniu pozostało profesjonalne wyposażenie kuchenne, zakupione specjalnie z myślą o bezpłatnym wyżywieniu ludzi.
„Dla nas ta historia jest bardzo bolesna, ponieważ nie chodzi o dom, nie o sprzęt i nie o pieniądze. Najbardziej boli to, że nie możemy pomagać ludziom w pełnym zakresie, tak jak robiliśmy to wcześniej. Profesjonalny sprzęt nie był kupowany dla biznesu ani dla osiągania zysku – został nabyty na potrzeby działalności charytatywnej, aby nakarmić ludzi”, powiedziała Chlebnikowa.

Zaznaczyła, że podczas masowych wyłączeń prądu takie obiady miały szczególne znaczenie dla ludzi, którzy w domu nie mogli gotować. Obecnie, jak powiedziała, zespół dąży do uzyskania dostępu do swojego mienia i wznowienia pracy.
„Ludzie czekają, spotykają mnie na ulicy i za każdym razem pytają, kiedy znów zaczniemy pomagać. Chcemy wrócić do normalnej pracy, gotować obiady, pomagać osobom starszym, dzieciom i rodzinom, które straciły swoich obrońców na froncie.”, dodała wolontariuszka.
Ze swojej strony wiceprezes międzynarodowej misji Grace, pastor Kim Shine, który dołączył do konferencji prasowej ze Stanów Zjednoczonych, poinformował, że amerykańska organizacja wspierała finansowo działalność Kim Kio Yoka i jego rodziny na Ukrainie oraz pomogła w zakupie pomieszczenia. Według niego po rozpoczęciu wojny na pełną skalę misja proponowała misjonarzom powrót do USA ze względów bezpieczeństwa, jednak postanowili oni zostać.
„Kiedy poinformowali, że znaleźli budynek, w którym można wspierać osoby starsze i przygotowywać posiłki dla przesiedleńców, postanowiliśmy pomóc finansowo w jego zakupie. Teraz zwracamy się do ukraińskich organów, aby sprawa została rozwiązana w sposób zgodny z prawem, a działalność mogła być kontynuowana”, podkreślił Kim Shine.